Laos

Laos w porównaniu z dość komercyjnym Wietnamem, był wspaniałą odmianą. Nikt nie nagabuje, nie chce sprzedać nic na siłę, nie chce oszukać. Można całymi godzinami chodzić i cieszyć się otaczającą przestrzenią. Trochę inaczej jest już niestety w Wientian. Stolica stała się już nowoczesną aglomeracją. Kierowcy tuk-tuków przy dworcu autobusowym dużo bardziej nachalni i niegrzeczni. Kiedy byłem w prowincjonalnym Thakhek, to kierowcy grali sobie w karty i jak codziennie koło nich przechodziłem, to kompletnie ich nie interesowałem. Tutaj już się czuje, że zasady wolnorynkowe są im znane. Przy Mekongu deptak, a obok powstały nowoczesne hotele i restauracje, przypominające klimatem i wystrojem knajpki z Europy. Globalizacja postępuje. Tylko po co jechać wtedy na drugi koniec świata? Po to żeby oglądać, to samo co ma się u siebie? Mnie interesuje egzotyka, inność, różnorodność. Co będzie fajnego w podróżowaniu, jeśli wszyscy będą ubierać się jednakowo „modnie”, słuchać tej samej muzyki, oglądać identyczną telewizje, jeść tylko w fast foodach? Będzie smutno, nijako, szaro, przewidywalnie. Szybko stamtąd uciekłem. Do małych mieścin, do natury, do życzliwych ludzi.

A jak bezrefleksyjna, konsumpcyjna turystyka wpływa na destrukcję tego co piękne i dziewicze? Vang Vieng. Idealny przykład. Kiedyś mała, bardzo urokliwa wioseczka otoczona górami. Dziś ilość guesthousów niezliczona, a co gorsza budują się już ogromne betonowe kompleksy hotelowe. Ale najgorsi są zachodni turyści, którzy zamienili to miejsce w imprezownie. Zdecydowana większość przyjeżdża tu tylko po to, żeby ostro się zabawić. Picie na umór? Super zabawa! Sex w dormitorium hotelowym? A czemu nie? Jak się bawić, to z przytupem. A że innym 12 osobom w tym samym pokoju nie sprawia to takiej samej frajdy jak balangowiczom? A co tam… najważniejsze, że jest party time i że się kręci zabawa. W tym miasteczku jest knajpka, o nazwie Sakura Bar. Nic niezwykłego, ot zwykły, niezbyt powalający na kolana pub. Niestety podczas mojej podróży spotkałem przynajmniej kilka osób, które twierdziły, że jest to miejsce kultowe. Był nawet taki jeden, który stwierdził „Nie byłeś w Sakura Bar, to tak jakbyś nie był w Laosie” Tyle zapamiętali z tego miejsca, tyle mieli do przekazania. A że wystarczy wziąć motor i objechać okolice, która obfituje w przepiękne krajobrazy – tego nie powiedział żaden. Na szczęście, dla równowagi spotykam też osoby, które podróżują po to, aby odkrywać. Ci są kopalnią wiedzy na temat ciekawych miejsc, lokalnej kuchni czy interesujących ludzi. Zawsze towarzyszą im ciekawe historie, które opowiadają. Jak choćby Dmitrij – Rosjanin z Syberii, konkretnie z Kraju Ałtajskiego, z którym przypadliśmy sobie do gustu i podróżowaliśmy wspólnie przez kilka dni. Ogrom przygód, jak choćby ta, kiedy na rzece Nam Ou wywróciła nam się łódka i lokalsi z okolicznych wiosek wyciągali nas na brzeg.

Laos jest wspaniały, urzekający, zjawiskowy. Ludzie w małych mieścinach serdeczni, przyjacielscy, ciekawi drugiego człowieka. Na szczęście kraj ten, jeszcze nie jest popsuty przez komercję, człowiek nie jest postrzegany tylko i wyłącznie, jako źródło zarobku. To niestety już się do nich zbliża, już zmierza dużymi krokami. Ale na razie, prawie wszędzie jest jeszcze sielsko, swojsko i przyjemnie.


laos2jpglaos3jpglaos4jpglaos5jpglaos6jpglaos8jpg