Wietnam

Wietnam – kraj przecudnej urody. Różnorodna, zachwycająca przyroda. Ale niestety, jest to już w tej chwili miejsce bardzo komercyjne. Jeżeli ktoś chce zobaczyć miejsca najbardziej popularne (takie jak np. zatoka Ha Long, wyspa Cat Ba, okolice Sa Pa, Hoi an, czy Ninh Binh) musi liczyć się z tym, że bardzo często, przez miejscowych będzie postrzegany jako obiekt szybkiego i łatwego zarobku. Trzeba być przygotowanym na częste i nierzadko, niegrzeczne zaczepki osób, które chcą coś sprzedać, zaprowadzić do swojego hotelu, gdzieś zawieźć itd. Na porządku dziennym są też próby oszustwa. Dogaduje się np. z kimś cenę na przejazd, a po przybyciu na miejsce, osoba ta żąda kilkukrotnie wyższej zapłaty. Docierasz, do hotelu, gdzie masz rezerwację, a właściciel chce więcej pieniędzy niż było ustalone. Oczywiście nie jest tak zawsze i wszędzie. Można też w spotkać ludzi uczynnych i uczciwych w dużych aglomeracjach i kurortach (powstają jak grzyby po deszczu, czego konsekwencją są publiczne plaże wielkości piaskownicy).

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na prowincji, z dala od dużych miast, na obszarach terenów przygranicznych i wszędzie tam, gdzie nie ma atrakcji turystycznych typu „must see”. Wielokrotnie idąc z plecakiem, byłem podwożony przez miejscowych (samochodem, motorem) za darmo, tylko dlatego, że ja szedłem, a oni jechali. Piękne podejście w swojej prostocie. Kiedy w prowincji Son Tay wszedłem do sklepu spożywczego, żeby kupić wodę, zostałem posadzony przy stole i poczęstowany piwem, a liczna grupa okolicznej młodzieży wypytywała, skąd przyjechałem, jaki jest mój kraj, co sądzę o ich ojczyźnie itd. Nie dali mi wyjść przez dwie godziny. Był to bardzo przyjemny i radosny czas.

Wietnam najlepiej przejechać na motorze. Można go np. kupić w Hanoi, a potem sprzedać w Sajgonie. Albo na odwrót. Trzeba być jednak świetnym kierowcą z dużym doświadczeniem i umiejętnością jazdy. Z dala od dużych miast jeździ się całkiem dobrze, ale na autostradzie już jest trochę niebezpiecznie i trzeba mieć się na baczności. Jeżdżenia po dużych miastach (Hanoi, Sajgon, Hue) nie polecam wcale. Wolna amerykanka na drodze i bardzo niebezpiecznie dla przyjezdnych. Ale ten środek lokomocji daje ogromną możliwość eksploracji tego co tym kraju najbardziej fascynujące – małe miasteczka, wioseczki i zjawiskowa natura.

Bardzo polecam uliczne jedzenie. Najlepiej tam gdzie dużo krajowców, jakieś plastikowe stoły, krzesełka. Im bardziej siermiężny wystrój, typ lepsza kuchnia. Najczęściej stoi taki przeszklony mebel, przypominający nieco duże akwarium, a w nim garnki, z różnymi specjałami. Bariera językowa to nie problem, można wziąć coś na chybił-trafił. Prawdopodobieństwo, że nie będzie smakowało jest znikome.


1_5jpg2_1jpg3_5jpg5jpg4_2jpg16jpg17jpg