Z plecakiem na grzbiecie.

Odkąd pamiętam, to zawsze jak podróżowałem z plecakiem, to odbiór mnie jako człowieka był lepszy. Ludzie życzliwsi, zawsze bardziej chętni do pomocy, bezinteresowni. Im obszerniejszy, znaczniejszy i cięższy plecak, tym bardziej te wszystkie reakcje były wprost proporcjonalnie większe. W Libanie jak szedłem szosą w dolinie Wadi Quadisha, co rusz zatrzymywało się auto i pytali czy nie zawieźć gdzieś. W końcu kilku sympatycznych gości zaprosiło mnie na piwo i potem zawiozło na przystanek autobusowy. W Azji widok ogromnego plecaka z przytroczonym śpiworem i namiotem budził respekt i szacunek prawie wszędzie. Na kanaryjskiej La Palmie kiedy wszedłem do lokalnego baru w małej mieścince, w którym przesiadywało kilku miejscowych huncwotów, jeden z nich podszedł i zagaił. Gdzie, Skąd na jak długo, którędy. Ogromnie zaimponował mu dystans i pomysł na dalszą wędrówkę. Jak wychodziłem z baru wszyscy klepali mnie po plecach i zachęcali głośnymi okrzykami. Takie przykłady mógłby mnożyć. Kiedyś ktoś z plecakiem, to był eksplorator, podróżujący świadomie, chcący odkrywać i doświadczać. Nie bojący się trudów podróży i niedogodności, które może napotkać. Jak to wygląda teraz? Wielu backpackersów nadal takich jest. Ale spotykam ogrom ludzi, którzy idą totalnie na łatwiznę. Z samolotu taksówką do hostelu, potem do jakiejś znanej atrakcji tylko wtedy, jeśli w hostelu załatwią transport. Mało kto lokalnym transportem chce się przemieszczać albo w ogóle pójść na dworzec. Musi być nowiutki busik koniecznie z klimą. I koniecznie muszą nim jechać inni backpakersi. Bo z miejscowymi niebezpiecznie. Jak wyjście na miasto, to też tylko we własnym gronie. I najlepiej do jakiejś modnej knajpki albo pubu. Ja trzeba przejść na własnych nogach więcej niż dwa kilometry, to każdy szuka taxi, ubera lub tuk-tuka. Bo za daleko. W Birmie spotkałem sympatycznego Niemca. Nieco starszy jegomość. Od piętnastu lat korzysta z usług tego samego pensjonatu, bo właściciel to lokals i sympatyczny człowiek. Jakoś tak zeszła nam rozmowa na ten temat i jego opinia była dość jednoznaczna: "Wielu teraz podróżuje bo to jest modne. Nie chodzi im o poznanie kultury, o doświadczenie czegoś. Mają czyściutkie plecaki, bo one leżą w hotelach, praktycznie ich nie używają na co dzień. Wielu takich spotykam. Najważniejsze żeby mieć modne ciuchy, wrzucić fajne fotki gdzieś tam i być "fancy". Żeby mogli imponować innym". Trochę mnie zaskoczył szczerością wywodu, ale to był facet ze starej szkoły. Jak go coś irytowało, to mówił, że go irytuje. Jak ktoś zachowywał się chamsko, to mówił, że ktoś jest chamem i arogantem. Nazywał rzeczy po imieniu. Takich lubię. I zgadzałem się z nim w 100%. Na szczęście podczas podróży czy na przysłowiowym "szlaku" nadal spotykam fajnych ludzi, którzy postrzegają podróżowanie w ten sam sposób co ja. Są w mniejszości. Ale jak już się kogoś takiego spotka, to zażyłość i znajomość pozostaje bardzo często na lata.

14633169_1173143582768530_4409934177014693851_ojpg2jpg165jpg163jpg70jpg62jpg69jpg